O poczcie jakże polskiej


Obok mojego domu otwarto nową placówkę Poczty Polskiej. Jest to miejsce niezwykłej urody, pachnące nowością, za niemałe pieniądze zaprojektowane i urządzone. Okno wystawowe wysyła do przechodniów obietnicę, że w środku jest ciepło i miło, niemal intymnie. Poczta ta mogłaby stać się najpiękniejszym (i moim ulubionym) punktem usługowym w okolicy. Serio. No to testujemy…

Wchodzę do pustego pomieszczenia. Znad kontuaru widać czubek głowy w kolorze blond.

“Człowiek!”, myślę z radością i, jak mnie rodzice nauczyli, mówię:

– Dzień dobry.

Odpowiada mi cisza.

“Cóż… Może za cicho mówię, albo hałas jakiś z ulicy, albo panią praca koncepcyjna pochłonęła”, tłumaczę sobie w myślach. I mówię o pół tonu głośniej:

– Dzień dobry!

Czubek głowy lekko się unosi, dzięki czemu mogę dostrzec, że pod spodem jest grzywka. I ta grzywka odpowiada coś w stylu:

– Dbr…

“Żyje!”, myślę z ulgą. Podchodzę bliżej i bohatersko zamawiam:

– Poproszę 20 znaczków “A”.

Grzywka unosi się o kolejne pół cala, widzę niechętne całemu światu oczy.

– Podwyżka była ostatnio – mówią.

– Wiem – odpowiadam, bo akurat wiem i na wszelki wypadek powtarzam. – Proszę 20 znaczków “A”.

– No to ja muszę je panu poskładać! – mówi pani z jawnym wyrzutem w głosie i patrzy, jakby na coś czekała, najpewniej na moją rezygnację. A ja nie mogę zrezygnować, bo znaczki są mi niezbędne. Po chwili milczenia pani się poddaje, wzdycha ciężko i sięga po segregator. A znaczki “A” podrożały z 2 złotych do 2,60, więc nie da się po prostu oderwać 20 sztuk i już, ale trzeba je poskładać z różnych nominałów.

Wreszcie piętrzy się przede mną kilka stosików.

– Poproszę o fakturę – mówię ze ściśniętym gardłem, bo już wiem, co będzie dalej. I się nie mylę. Oczy spod grzywki zaczynają miotać błyskawice.

– A kupował już pan coś u nas? – w głosie pojawia się lekkie syczenie.

– Przecież oddział dopiero co otwarty… – odpowiadam bezwiednie i logicznie, ale niepotrzebnie.

– To ja przecież muszę jeszcze firmę wprowadzić! – syk jak z przedziurawionego gazociągu Jamał, oczy wypełnione jawną nienawiścią.

– Chyba tak – mówię, bo coś wypada powiedzieć.

Popisuję się efektownym rzutem w stronę lady, dzięki czemu znaczki zdmuchnięte pełnym bólu westchnieniem nie lądują u moich stóp. Pełną harmonię osiągamy z panią w następnej chwili wzdychając z ulgą, gdy wreszcie udaje mi się wyjść na zewnątrz ze znaczkami i fakturą. Odpowiedzią na moje “do widzenia” jest pełna wyrzutu cisza.

Tytułem uzupełnienia: pani głównodowodząca ma jakieś 30 lat z małym okładem, zatem PRL pamiętać musi bardzo niedokładnie (o ile w ogóle), za to przesiąknięta jest tą – słusznie minioną – epoką na wskroś. Stawiam euro przeciw orzechom, że w CV wysłanym do firmy pn. Poczta Polska w podpunkcie “umiejętności” pani wpisała: “profesjonalna obsługa klienta”. Czy jakoś tak.


Otagowano: , , ,

Kategoria: Słodko-gorzkie


Napisz odpowiedź lub dodaj komentarz


Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane

Możesz używać tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>