O tragediach

Trochę po czasie, trochę hejtersko, ale co tam… Czy Szanowne Państwo zarejestrowało, że Piotr Kraśko wydał książkę pt. „Smoleńsk”, zawierającą relację z miejsca tragedii? Czytam fragmenty onego dzieła w sieci i wyjść z podziwu nie mogę, jakich to heroicznych czynów Szanowny Autor dokonał. A dobiła mnie informacja (zapewne) od wydawcy, iż „1 zł ze sprzedaży każdego egzemplarza książki zostanie przekazana na rzecz fundacji wspierającej rodziny ofiar”. Cały 1 zł?! Fantastycznie, pod warunkiem, że sprzeda się milion egzemplarzy. Niestety, dobrze pamiętam Piotra Kraśkę relacjonującego tę tragedię. Szczególnie zapadły mi w pamięć – powtarzane jak mantra – dwa zdania: „Nie ma tu żadnej informacji” oraz „Nie pozwalają […]

Czytaj dalej...

O lemingach

Chcecie zobaczyć prawdziwe lemingi? Zajrzyjcie na warszawski Most Śląsko-Dąbrowski, ale koniecznie w dzień powszedni w godz. 6-10 lub 15-19. Pewnie nie każdy wie, że przejechanie mostu w tychże godzinach jest możliwe tylko do połowy – od strony praskiej dojazdu do centrum zabrania okrągły znak – biały, z czerwoną obwódką, a w środku widnieją godziny obowiązywania zakazu. Żeby nie złamać przepisów, tuż przed znakiem trzeba zjechać z mostu ślimakiem. Jednakowoż gdyby ktoś znaku nie dostrzegł, ma spore szanse zauważyć, że jakieś 20 metrów dalej, na chodniku, w zakazanych godzinach stoi ZAWSZE radiowóz straży miejskiej. A przy samochodzie – a jakże – ZAWSZE pęta się strażnik w […]

Czytaj dalej...

O pisaniu

Z okazji zbliżających się świąt postanowiłem zrobić sobie prezent i skasować profil na Facebooku. No i nie mam gdzie o tym poinformować. Po co mi Fejs? Pytanie bynajmniej nie było retoryczne. Ostatnio zadawałem je sobie coraz częściej i coraz bardziej nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi. Liczby podobno nie kłamią, więc policzmy: – Jakieś 1/3 wpisów można z powodzeniem zastąpić aplikacją, która losowo wybierałaby żenujące filmiki z Youtube’a, głupawe fotki z Kwejka i „głymbokie” myśli z Demotów… A może już ktoś taką napisał?! Kurczę, mogłem sprawdzić, zanim skasowałem profil. – Następna 1/5 twórczości to produkty znajomych przedsiębiorczych, którym ktoś wmówił, że social media to dobra dźwignia dla […]

Czytaj dalej...

O kolejach

Postanowiłem odwiedzić Seniora Rodu. Było to przed kolejową zapaścią, więc zdecydowałem się – jak ten pies – pojechać koleją. Zakupiłem bilet z miejscówką i pełen ufności zasiadłem w przedziale pod wykupionym numerem. Niestety, koleje potraktowały mnie faktycznie jak psa, bo w składzie było zimno jak w psiarni. Byłem jednak na ten dar losu przygotowany, więc w wagonowej toalecie narzuciłem na siebie całą zawartość podróżnej torby, z ciepłymi niewymownymi włącznie. Jednakowoż podczas podróży zmarzłem (ponownie wtręt kynologiczny) na kość, bo – jak wiadomo – Pekape zakrzywia czasoprzestrzeń i z każdą przejechaną stacją czas podróży się wydłuża. Ot, taka forma zadośćuczynienia – może i chłodniej, ale za […]

Czytaj dalej...

O latawcach

Mamy jesień, czyli – wiadomo – porę latawców. No to w przedszkolu Młodszej Młodej wymyślili Dzień Latawca i zapędzili rodziców do roboty. Zapowiedzieli, że oprócz konkursu na najładniejszy latawiec odbędą się także zawody w lataniu, a więc statki powietrzne powinny być nie tylko estetyczne, ale i wykonane zgodnie z zasadami aerodynamiki łamane przez awionikę. Trochę się zdziwiłem temu ostatniemu wymogowi, bo z dzieciństwa pamiętam, że puszczanie latawców wymaga nieco większego wysiłku, niż jest w stanie wykrzesać z siebie statystyczny trzylatek, o koordynacji ruchów nie wspominając. Ponadto ta grupa wiekowa z zasady poza przedszkole się jeszcze nie wyprawia, a miejscowy plac zabaw ma wielkość wybiegu dla […]

Czytaj dalej...

O niepowodzianach

Będzie wspomnieniowa notka o powodzi. A dokładnie o niepowodzianach, czyli nieudacznikach karmiących się nieszczęściem, a czasem nawet od nieszczęścia uzależnionych. Podczas powodzi stulecia A.D. 2010 niepowodzian można było zaobserwować codziennie nad Wisłą, gdzie przebywali w dużych stadach, ze szczególnym uwzględnieniem bulwarów i mostów. Taki Śląsko-Dąbrowski na przykład. Most zasłużony i centralnie zlokalizowany, ale na co dzień pieszego tam nie uświadczysz, bo po co tamtędy chodzić, skoro można – choćby zbiorkomem – most przejechać. Pieszy czy rowerowy desperat ucierpi i od spalin, i od hałasu. Noooo chyba, że mamy darmowe show, wtedy „nic monarchów nie odstrasza, do Betlejem śpieszą”. Na miejscu będzie zastrzec, że doskonale rozumiem […]

Czytaj dalej...