O zimie

Prof. Doliński, wrocławski psycholog, pisze w Wyborczej: „Od czasu do czasu zdarza mi się bywać na prywatnych przyjęciach. (…) Tematy dyżurne się jednak w końcu wyczerpują i pada pytanie: „A pan co właściwie robi, czym się pan zajmuje?” Gdy odpowiadam, że jestem psychologiem, pojawia się efekt, który nazywam atakiem ruskiej zimy. Rozmówca cofa się pół kroku, twarz ma nieco przerażoną. Gdy w końcu udaje mu się nieco ochłonąć, stwierdza: „To pewnie przez cały czas pan nas obserwuje i analizuje… I co pan o nas myśli?” Gdy odpowiadam, że nikogo nie analizuję, tylko po prostu rozmawiam, chyba nie jestem wiarygodny.” Cóż… Wiem, o czym pan profesor […]

Czytaj dalej...

O kierunkach

Ileż radości potrafią sprawić proste napisy umieszczone na środkach transportu zbiorowego, oznaczające przystanek docelowy… Niegdyś bardzo bawiła mnie świetlna tablica na autobusie linii 190 o treści: CH Marki, która – czytana jednym tchem – dawała „chmarki”. Neologizm ów miał o tyle sens, że kojarzył się z tłumem… no, tłumkiem… a w centrum handlowym przy przystanku końcowym faktycznie bywa sporo ludzi Ale od niedawna absolutnym liderem jest linia, którą można dojechać do podwarszawskich Ząbek na ulicę, której patronuje generał Stanisław Maczek. Dumny napis nad kierowcą autobusu linii 345 nieodmiennie głosi: „Ząbki Gen. Maczka”.

Czytaj dalej...

O tragediach

Trochę po czasie, trochę hejtersko, ale co tam… Czy Szanowne Państwo zarejestrowało, że Piotr Kraśko wydał książkę pt. „Smoleńsk”, zawierającą relację z miejsca tragedii? Czytam fragmenty onego dzieła w sieci i wyjść z podziwu nie mogę, jakich to heroicznych czynów Szanowny Autor dokonał. A dobiła mnie informacja (zapewne) od wydawcy, iż „1 zł ze sprzedaży każdego egzemplarza książki zostanie przekazana na rzecz fundacji wspierającej rodziny ofiar”. Cały 1 zł?! Fantastycznie, pod warunkiem, że sprzeda się milion egzemplarzy. Niestety, dobrze pamiętam Piotra Kraśkę relacjonującego tę tragedię. Szczególnie zapadły mi w pamięć – powtarzane jak mantra – dwa zdania: „Nie ma tu żadnej informacji” oraz „Nie pozwalają […]

Czytaj dalej...

O lemingach

Chcecie zobaczyć prawdziwe lemingi? Zajrzyjcie na warszawski Most Śląsko-Dąbrowski, ale koniecznie w dzień powszedni w godz. 6-10 lub 15-19. Pewnie nie każdy wie, że przejechanie mostu w tychże godzinach jest możliwe tylko do połowy – od strony praskiej dojazdu do centrum zabrania okrągły znak – biały, z czerwoną obwódką, a w środku widnieją godziny obowiązywania zakazu. Żeby nie złamać przepisów, tuż przed znakiem trzeba zjechać z mostu ślimakiem. Jednakowoż gdyby ktoś znaku nie dostrzegł, ma spore szanse zauważyć, że jakieś 20 metrów dalej, na chodniku, w zakazanych godzinach stoi ZAWSZE radiowóz straży miejskiej. A przy samochodzie – a jakże – ZAWSZE pęta się strażnik w […]

Czytaj dalej...

O pisaniu

Z okazji zbliżających się świąt postanowiłem zrobić sobie prezent i skasować profil na Facebooku. No i nie mam gdzie o tym poinformować. Po co mi Fejs? Pytanie bynajmniej nie było retoryczne. Ostatnio zadawałem je sobie coraz częściej i coraz bardziej nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi. Liczby podobno nie kłamią, więc policzmy: – Jakieś 1/3 wpisów można z powodzeniem zastąpić aplikacją, która losowo wybierałaby żenujące filmiki z Youtube’a, głupawe fotki z Kwejka i „głymbokie” myśli z Demotów… A może już ktoś taką napisał?! Kurczę, mogłem sprawdzić, zanim skasowałem profil. – Następna 1/5 twórczości to produkty znajomych przedsiębiorczych, którym ktoś wmówił, że social media to dobra dźwignia dla […]

Czytaj dalej...

O kolejach

Postanowiłem odwiedzić Seniora Rodu. Było to przed kolejową zapaścią, więc zdecydowałem się – jak ten pies – pojechać koleją. Zakupiłem bilet z miejscówką i pełen ufności zasiadłem w przedziale pod wykupionym numerem. Niestety, koleje potraktowały mnie faktycznie jak psa, bo w składzie było zimno jak w psiarni. Byłem jednak na ten dar losu przygotowany, więc w wagonowej toalecie narzuciłem na siebie całą zawartość podróżnej torby, z ciepłymi niewymownymi włącznie. Jednakowoż podczas podróży zmarzłem (ponownie wtręt kynologiczny) na kość, bo – jak wiadomo – Pekape zakrzywia czasoprzestrzeń i z każdą przejechaną stacją czas podróży się wydłuża. Ot, taka forma zadośćuczynienia – może i chłodniej, ale za […]

Czytaj dalej...

O latawcach

Mamy jesień, czyli – wiadomo – porę latawców. No to w przedszkolu Młodszej Młodej wymyślili Dzień Latawca i zapędzili rodziców do roboty. Zapowiedzieli, że oprócz konkursu na najładniejszy latawiec odbędą się także zawody w lataniu, a więc statki powietrzne powinny być nie tylko estetyczne, ale i wykonane zgodnie z zasadami aerodynamiki łamane przez awionikę. Trochę się zdziwiłem temu ostatniemu wymogowi, bo z dzieciństwa pamiętam, że puszczanie latawców wymaga nieco większego wysiłku, niż jest w stanie wykrzesać z siebie statystyczny trzylatek, o koordynacji ruchów nie wspominając. Ponadto ta grupa wiekowa z zasady poza przedszkole się jeszcze nie wyprawia, a miejscowy plac zabaw ma wielkość wybiegu dla […]

Czytaj dalej...

O niepowodzianach

Będzie wspomnieniowa notka o powodzi. A dokładnie o niepowodzianach, czyli nieudacznikach karmiących się nieszczęściem, a czasem nawet od nieszczęścia uzależnionych. Podczas powodzi stulecia A.D. 2010 niepowodzian można było zaobserwować codziennie nad Wisłą, gdzie przebywali w dużych stadach, ze szczególnym uwzględnieniem bulwarów i mostów. Taki Śląsko-Dąbrowski na przykład. Most zasłużony i centralnie zlokalizowany, ale na co dzień pieszego tam nie uświadczysz, bo po co tamtędy chodzić, skoro można – choćby zbiorkomem – most przejechać. Pieszy czy rowerowy desperat ucierpi i od spalin, i od hałasu. Noooo chyba, że mamy darmowe show, wtedy „nic monarchów nie odstrasza, do Betlejem śpieszą”. Na miejscu będzie zastrzec, że doskonale rozumiem […]

Czytaj dalej...