O powracaniu

Zachęcony przez znajomych ponownie założyłem konto na Facebooku. Poprzedni profil skasowałem ponad rok temu, zniechęcony beznadziejnym i bezużytecznym chłamem wylewającym się zewsząd. Tydzień temu (czy ja się chwalę, że na trzeźwo?!) zarejestrowałem się ponownie, wierząc w rozmaite docierające do mnie zapewnienia, że teraz “jest inaczej”. No to I did it again i już po paru dniach… zatęskniłem za tamtym chłamem. Okazało się, że w ciągu tych dwóch tygodni metodycznie usunąłem z obserwowanych profili… prawie wszystkie. A w każdym razie wszystkie te, których aktywność ograniczała się do wrzucania “śmisznych” filmików, “głymbokich” myśli lub nachalnego promowania własnego biznesu. Po takich porządkach mój wall praktycznie znieruchomiał. Nudę przerywa […]

Czytaj dalej...

O informowaniu

Oglądam często (bo inaczej się nie da) relacje telewizyjne z różnego rodzaju konfliktów zbrojnych na dalekim (ale i niepokojąco bliskim) świecie. I nachodzi mnie następująca refleksja. Otóż pamiętam (jak przez mgłę, ale zawsze) bodaj pierwszą w historii telewizji relację na żywo z prawdziwej wojny – była to interwencja sił ONZ w Somalii w roku 1992. Lądujące na afrykańskich plażach “błękitne hełmy” zostały powitane przez sporą grupkę dziennikarzy i operatorów pod przewodnictwem ekipy CNN. Wreszcie mieliśmy inwazję live. I nie była to bynajmniej – jakże popularna dziś – “ustawka”, bo na twarzach “przywracających nadzieję” żołnierzy kontyngentu pokojowego malowało się autentyczne zaskoczenie. “Skąd się ta hałastra tu […]

Czytaj dalej...

O skali

Po raz pierwszy od lat (acz z niekłamaną przyjemnością) zignorowaliśmy Piknik Naukowy A.D. 2014. Postąpiliśmy z żelazną konsekwencją, bo rok wcześniej po powrocie z “nowego otwarcia” imprezy na Stadionie Narodowym przysięgliśmy sobie, że noga nasza na tej niegdyś zacnej imprezie więcej nie postanie. Przez kilka lat regularnie i z przyjemnością odwiedzaliśmy całą rodziną imprezę, gdy ta odbywała się w parku na Powiślu. Było tłoczno, ale przyjaźnie i swojsko. Dzieci z wypiekami na twarzach patrzyły w okulary mikroskopów, prokurowały wybuchy wulkanów, gadały piskliwymi głosami po sztachnięciu się helem, budowały modele samolotów, rysowały i lepiły, a do domu wracały z głowami pełnymi wrażeń i pytaniem na ustach: […]

Czytaj dalej...

O literkach

Pewnie większość zna zabawę polegającą na wymyślaniu wyrazów zaczynających się na literę, na którą kończy się słowo podane przez poprzednika. Ot, taka sobie gierka dla zabicia czasu. Uprawiamy ją chętnie podczas długich podróży samochodowych. Ale żeby było trudniej i kreatywniej, wprowadziliśmy zasadę, że wyrazy nie mogą kończyć się na literę “a”. Zatem jedziemy i gramy. Młoda dostaje trudne zadanie – wyraz na literę “f”. Chwila zastanowienia, wreszcie z tylnego siedzenia pada tryumfalne: – Foka! – Nieeee… Przecież “foka” kończy się na “a”… Ale wiesz, kochanie (ambitny tatuś nie przegapi żadnej okazji, by poszerzyć pięcioletniemu dziecku słownictwo), jest bardzo podobny wyraz – tak jak “foka”, ale […]

Czytaj dalej...

O tytułologii

Pewnej klinice chirurgii stomatologicznej (brrr…) gratulujemy działu PR. Otóż rzeczony dział napisał ładny, pouczający i opinią japońskich naukowców poparty tekst o tym, jak to zęby i dziąsła przyszłej mamy powinny być przedmiotem szczególnej uwagi i opieki w okresie ciąży. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie tytuł owego artykułu, który niestety “się kojarzy”, a brzmi: W ustach zaczyna się droga do zdrowego potomstwa.

Czytaj dalej...

O edukacji

Przy okazji oficjalnej imprezy spotkałem dawno nie widzianego znajomego. Znajomek ów mógłby dorabiać w Sevres jako wzorzec człowieka sukcesu. W środowisku znany i szanowany, ponadto niebywale majętny, na dodatek top manager i erudyta. Pogawędziliśmy o interesach, a potem zeszło na dzieci i poziom edukacji. W pewnym momencie znajomy zagaił: – Bo wiesz, ja mam podstawówkę i gimnazjum… Osłupiałem. Nie wierzyłem własnym uszom: ta charyzmatyczna istota nie ma nawet matury?! Znajomy chyba zauważył moją konfuzję, bo pośpieszył z wyjaśnieniami: – Wiesz, moje dzieci chodzą do prywatnych szkół. Szkoły dobre, ale z problemami finansowymi. No, w zasadzie na krawędzi bankructwa. Chciałem zaoszczędzić dzieciom stresu, żeby nie musiały […]

Czytaj dalej...

O teorii względności

Odbieram Młodą ze szkoły. Dziecko zganiane jak pies, czerwone na buzi, odzież w nieładzie, włosy pozlepiane potem. – Coś taka zmachana?! – Aaaa, bo WF-u nie było…

Czytaj dalej...

O paczkomatach

Czas to przyznać – kocham paczkomaty InPost! Nie przypominam sobie, by w tym wieku wynaleziono coś równie prostego, przyjaznego i praktycznego. I podobno komuś to się jeszcze opłaca… Nie wyobrażam też sobie, jak takie rozwiązanie mogło przyjąć się w kraju, w którym od lat panuje kult siermiężności i nieprzemijająca moda na komplikowanie sobie życia. A zatem, Poczto Polska, za lata stania w kolejkach, za upokorzenia przed okienkami, za zagubione listy i paczki, za dekady totalnej inercji – z przyjemnością popatrzę na twoją agonię, a potem zatańczę na twoim grobie.

Czytaj dalej...

O Seniorze II

Okazjonalnie odwiedza nas Senior II (dla jasności: został oznaczony numerem ze względów porządkowych). A ponieważ nie posiadamy pokoju gościnnego, Senior II instaluje się zazwyczaj w salonie, do którego przylega balkon (uwierzcie mi, ta topografia jest istotna dla dalszego ciągu opowieści). A oto i sama opowieść, która zmrozi Wam krew w żylakach. Odwiedza nas Senior II, zamieszkuje w salonie, a wieczorem idzie spać snem sprawiedliwego, jak i my wszyscy. Jednakże w środku spokojnej nocy zrywa się wiatr. Jet to ten rodzaj wiatru, który w literaturze zwykł być zwany „niedobrym”. Wiatrowi nie podobają się puste plastikowe skrzynki po kwiatach, które stoją na podłodze balkonu, więc zaczyna nimi […]

Czytaj dalej...

O wieściach

Koniec! Zdecydowany! Natychmiast! Niniejszym wprowadzam w domu moratorium na oglądanie telewizyjnych serwisów informacyjnych. Ileż można patrzeć na rzygi, metodycznie uszeregowane według schematu zapewniającego maksymalny rating? No ile?! I ileż można czekać na informację, która w jakikolwiek sposób wzbogaci moją wiedzę o czymkolwiek? Bo zwykle po kolei idzie tak: – zakatowane dziecko, – ksiądz-pedofil, – Niesiołowski kontra Hoffman, – Palikot vs. Miller, – chore dziecko, – chore państwo, – egzotyczna katastrofa lotnicza / kolejowa / naturalna, – na koniec, dla rozluźnienia: żartobliwy felieton na poziomie koszarowym, zdecydowanie z okolic latryny. Porządek powyższy burzy wyłącznie lokalna katastrofa lub wybory. Co w sumie na jedno wychodzi. W jaki […]

Czytaj dalej...