O skali

Po raz pierwszy od lat (acz z niekłamaną przyjemnością) zignorowaliśmy Piknik Naukowy A.D. 2014. Postąpiliśmy z żelazną konsekwencją, bo rok wcześniej po powrocie z “nowego otwarcia” imprezy na Stadionie Narodowym przysięgliśmy sobie, że noga nasza na tej niegdyś zacnej imprezie więcej nie postanie. Przez kilka lat regularnie i z przyjemnością odwiedzaliśmy całą rodziną imprezę, gdy ta odbywała się w parku na Powiślu. Było tłoczno, ale przyjaźnie i swojsko. Dzieci z wypiekami na twarzach patrzyły w okulary mikroskopów, prokurowały wybuchy wulkanów, gadały piskliwymi głosami po sztachnięciu się helem, budowały modele samolotów, rysowały i lepiły, a do domu wracały z głowami pełnymi wrażeń i pytaniem na ustach: […]

Czytaj dalej...

O literkach

Pewnie większość zna zabawę polegającą na wymyślaniu wyrazów zaczynających się na literę, na którą kończy się słowo podane przez poprzednika. Ot, taka sobie gierka dla zabicia czasu. Uprawiamy ją chętnie podczas długich podróży samochodowych. Ale żeby było trudniej i kreatywniej, wprowadziliśmy zasadę, że wyrazy nie mogą kończyć się na literę “a”. Zatem jedziemy i gramy. Młoda dostaje trudne zadanie – wyraz na literę “f”. Chwila zastanowienia, wreszcie z tylnego siedzenia pada tryumfalne: – Foka! – Nieeee… Przecież “foka” kończy się na “a”… Ale wiesz, kochanie (ambitny tatuś nie przegapi żadnej okazji, by poszerzyć pięcioletniemu dziecku słownictwo), jest bardzo podobny wyraz – tak jak “foka”, ale […]

Czytaj dalej...

O tytułologii

Pewnej klinice chirurgii stomatologicznej (brrr…) gratulujemy działu PR. Otóż rzeczony dział napisał ładny, pouczający i opinią japońskich naukowców poparty tekst o tym, jak to zęby i dziąsła przyszłej mamy powinny być przedmiotem szczególnej uwagi i opieki w okresie ciąży. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie tytuł owego artykułu, który niestety “się kojarzy”, a brzmi: W ustach zaczyna się droga do zdrowego potomstwa.

Czytaj dalej...

O edukacji

Przy okazji oficjalnej imprezy spotkałem dawno nie widzianego znajomego. Znajomek ów mógłby dorabiać w Sevres jako wzorzec człowieka sukcesu. W środowisku znany i szanowany, ponadto niebywale majętny, na dodatek top manager i erudyta. Pogawędziliśmy o interesach, a potem zeszło na dzieci i poziom edukacji. W pewnym momencie znajomy zagaił: – Bo wiesz, ja mam podstawówkę i gimnazjum… Osłupiałem. Nie wierzyłem własnym uszom: ta charyzmatyczna istota nie ma nawet matury?! Znajomy chyba zauważył moją konfuzję, bo pośpieszył z wyjaśnieniami: – Wiesz, moje dzieci chodzą do prywatnych szkół. Szkoły dobre, ale z problemami finansowymi. No, w zasadzie na krawędzi bankructwa. Chciałem zaoszczędzić dzieciom stresu, żeby nie musiały […]

Czytaj dalej...

O teorii względności

Odbieram Młodą ze szkoły. Dziecko zganiane jak pies, czerwone na buzi, odzież w nieładzie, włosy pozlepiane potem. – Coś taka zmachana?! – Aaaa, bo WF-u nie było…

Czytaj dalej...

O paczkomatach

Czas to przyznać – kocham paczkomaty InPost! Nie przypominam sobie, by w tym wieku wynaleziono coś równie prostego, przyjaznego i praktycznego. I podobno komuś to się jeszcze opłaca… Nie wyobrażam też sobie, jak takie rozwiązanie mogło przyjąć się w kraju, w którym od lat panuje kult siermiężności i nieprzemijająca moda na komplikowanie sobie życia. A zatem, Poczto Polska, za lata stania w kolejkach, za upokorzenia przed okienkami, za zagubione listy i paczki, za dekady totalnej inercji – z przyjemnością popatrzę na twoją agonię, a potem zatańczę na twoim grobie.

Czytaj dalej...

O Seniorze II

Okazjonalnie odwiedza nas Senior II (dla jasności: został oznaczony numerem ze względów porządkowych). A ponieważ nie posiadamy pokoju gościnnego, Senior II instaluje się zazwyczaj w salonie, do którego przylega balkon (uwierzcie mi, ta topografia jest istotna dla dalszego ciągu opowieści). A oto i sama opowieść, która zmrozi Wam krew w żylakach. Odwiedza nas Senior II, zamieszkuje w salonie, a wieczorem idzie spać snem sprawiedliwego, jak i my wszyscy. Jednakże w środku spokojnej nocy zrywa się wiatr. Jet to ten rodzaj wiatru, który w literaturze zwykł być zwany „niedobrym”. Wiatrowi nie podobają się puste plastikowe skrzynki po kwiatach, które stoją na podłodze balkonu, więc zaczyna nimi […]

Czytaj dalej...

O wieściach

Koniec! Zdecydowany! Natychmiast! Niniejszym wprowadzam w domu moratorium na oglądanie telewizyjnych serwisów informacyjnych. Ileż można patrzeć na rzygi, metodycznie uszeregowane według schematu zapewniającego maksymalny rating? No ile?! I ileż można czekać na informację, która w jakikolwiek sposób wzbogaci moją wiedzę o czymkolwiek? Bo zwykle po kolei idzie tak: – zakatowane dziecko, – ksiądz-pedofil, – Niesiołowski kontra Hoffman, – Palikot vs. Miller, – chore dziecko, – chore państwo, – egzotyczna katastrofa lotnicza / kolejowa / naturalna, – na koniec, dla rozluźnienia: żartobliwy felieton na poziomie koszarowym, zdecydowanie z okolic latryny. Porządek powyższy burzy wyłącznie lokalna katastrofa lub wybory. Co w sumie na jedno wychodzi. W jaki […]

Czytaj dalej...

O zimie

Prof. Doliński, wrocławski psycholog, pisze w Wyborczej: „Od czasu do czasu zdarza mi się bywać na prywatnych przyjęciach. (…) Tematy dyżurne się jednak w końcu wyczerpują i pada pytanie: „A pan co właściwie robi, czym się pan zajmuje?” Gdy odpowiadam, że jestem psychologiem, pojawia się efekt, który nazywam atakiem ruskiej zimy. Rozmówca cofa się pół kroku, twarz ma nieco przerażoną. Gdy w końcu udaje mu się nieco ochłonąć, stwierdza: „To pewnie przez cały czas pan nas obserwuje i analizuje… I co pan o nas myśli?” Gdy odpowiadam, że nikogo nie analizuję, tylko po prostu rozmawiam, chyba nie jestem wiarygodny.” Cóż… Wiem, o czym pan profesor […]

Czytaj dalej...

O kierunkach

Ileż radości potrafią sprawić proste napisy umieszczone na środkach transportu zbiorowego, oznaczające przystanek docelowy… Niegdyś bardzo bawiła mnie świetlna tablica na autobusie linii 190 o treści: CH Marki, która – czytana jednym tchem – dawała „chmarki”. Neologizm ów miał o tyle sens, że kojarzył się z tłumem… no, tłumkiem… a w centrum handlowym przy przystanku końcowym faktycznie bywa sporo ludzi Ale od niedawna absolutnym liderem jest linia, którą można dojechać do podwarszawskich Ząbek na ulicę, której patronuje generał Stanisław Maczek. Dumny napis nad kierowcą autobusu linii 345 nieodmiennie głosi: „Ząbki Gen. Maczka”.

Czytaj dalej...