O wschodniej fantazji

Oto kilka przykładów kreatywnego podejścia wschodnich Słowian do języka ojczystego i mów obcych. W białoruskim Mińsku w dwa dni, praktycznie nie ruszając się z domu znalazłem takie perełki. Duży szacunek dla semantycznej wyobraźni, lekkości i poczucia humoru copywriterów. Sieć hipermarketów. Znaczenie nazwy angielsko-łacińskiej dość oczywiste i średnio lotne, ale nazwa czytana z rosyjska (простор, czyli prastor) oznacza wielką, otwartą przestrzeń. W przypadku gigantycznej hali sprzedażowej skojarzenie całkiem na miejscu. Knajpka o swojskiej nazwie Pabieda, czyli zwycięstwo. Ale nazwa czytana z przerwą na kufel (паб – еда) w wolnym tłumaczeniu oznacza pub z jedzeniem. Czyli jest i co wypić, i czym zakąsić. Niegłupie. Sklep z piwem […]

Czytaj dalej...

Strawberry fields forever

Podczas miksowania kolejnej porcji owoców skonstatowałem, że truskawki to jeden z niewielu smaków mojego dzieciństwa, który się przez te wszystkie eony nie zmienił. A weźmy na przykład takie dzisiejsze marketowe pomidory o konsystencji papki i papierowym smaku – w niczym nie przypominają świeżych, pachnących, ciepłych od słońca i zerwanych prosto z krzaka bulw. Można się zatem cieszyć, że kolejne pokolenie pozna przynajmniej smak prawdziwych truskawek, które – szczególnie w postaci zmiksowanej, osłodzonej i zamrożonej – znikają u nas w zastraszającym tempie. Domowy pion transportowy ledwo nadąża dowozić, a fabryka – przerabiać. No i uśmiech wywołują – odkrywane na nowo przez rynek – eko-sorbety, czyli mrożone […]

Czytaj dalej...

O delegalizacji

Idea chodzi mi po głowie od ładnych paru lat, ale wreszcie – po wydarzeniach w Zurychu i Poznaniu – odważę się ją wyartykułować: Czy – po raz pierwszy w historii sportu – nie należałoby ZDELEGALIZOWAĆ jednej z dyscyplin, a konkretnie piłki nożnej? Czy nie byłoby to uczciwsze od utrzymywania tej żałosnej fasady? Jest tyle innych emocjonujących sportów, których kibice nie mordują się nawzajem i nie równają miast z ziemią. I w których biznesmeni-kryminaliści (dla niepoznaki nazywani działaczami czy sędziami) nie ustalają przy barze, kto zagra, kto wygra i kto na tym przyzwoicie zarobi. A w niektórych dyscyplinach podobno naprawdę liczy się, kto jest faktycznie lepszy. […]

Czytaj dalej...

O spiskowaniu

Do niedawna jednym z określeń najwyżej notowanych w moim prywatnym rankingu żenady było stwierdzenie: “… ale o tym się nie mówi”. Wytrych ten pojawia się głównie wtedy, gdy ktoś chce podkreślić wyjątkowość i niezwykłość zdarzenia czy idei, a przy okazji zasugerować, że istnieje spisek bliżej nieokreślonych wrogich sił, które nie dopuszczają do popularyzacji tegoż wydarzenia czy poglądu. W ośmiu na dziesięć przypadków stwierdzenie to pojawia się przy rewelacjach typu: “Elvis żyje”, a dopowiedzenie: “… ale o tym się nie mówi” ma nadać tejże sensacji zarówno dodatkowego smaczku, jak i w prosty sposób wyjaśnić, dlaczego nie jest to informacja powszechnie znana. Bo ktoś z premedytacją ukrywa […]

Czytaj dalej...

O znakach

Prowadzę samochód od 25 lat. Przez ćwierć wieku nie miałem (jako kierowca) żadnego wypadku, ani jednej stłuczki, ani nawet drobnej obcierki. Przysięgam. A od 1 maja tego roku zaliczyłem trzy puknięcia. A mamy dopiero dwudziesty… I tak sobie myślę: może to znak? Ale po pierwsze: od kogo, a po drugie: co ma oznaczać? Że za mało jeżdżę? Za dużo piję? A może po prostu trendy jest wiedzieć, jak wygląda miejski autobus od środka?

Czytaj dalej...

O wybieraniu

W wisielczym nastroju wracałem z beznadziejnie pustego i ponurego lokalu wyborczego. Przygnębienie spowodowane było zarówno psią pogodą, jak i tym, że znów straciłem dla siebie odrobinę szacunku wybierając mniejsze zło. Przeskakując kałuże próbowałem przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz spełniłem swój obywatelski obowiązek oddając na kogoś głos z pełnym przekonaniem. I wyszło mi, że były to wczesne lata 90. – ten szczęsny czas, gdy wydawało się, że czeka nas świetlana przyszłość, a wszyscy Polacy to jedna rodzina. Potem było już jak w relacji z pierwszomajowego pochodu: “Przeszła Ochota, została tylko Wola”. Gdy w uporczywej mżawce dotarłem do domu, doznałem czegoś na kształt olśnienia (a może po […]

Czytaj dalej...

O prezentach

A teraz przyczynek do dyskusji o tym, kiedy właściwie przychodzi wielkanocny zając, jaką ma on postać i co, skubany, przynosi. Na własnej skórze przekonałem się, że wielkanocny zając przychodzi w Wielki Piątek. W tym roku w charakterze puszystego słodziaka wystąpił urząd skarbowy, który w tenże dzień przelał mi nadpłatę z PIT-a w wysokości 128 złotych polskich. Tak, tak… To był ten jedyny dzień w roku, gdy to fiskus zasila moje konto, a nie na odwrót. Zastanawiałem się, jak odwdzięczyć się zajączkowi. Gdy okażę się grzecznym chłopcem – kombinowałem – pamiętliwe zwierzę odwiedzi mnie ponownie za rok. Myślałem, myślałem i wymyśliłem. Zdecydowałem otóż, że zajęcze dofinansowanie […]

Czytaj dalej...

O psiapsiółkach

Wraca Młoda z basenu i od progu szatni woła: – Mamo, tato, mam nową koleżankę! No to mama z tatą się cieszą i pytają: – A jak ma na imię? Młoda przymruża oczka: – Tak jakoś na ef… “Imiona na ef do popularnych nie należą” – myślą starzy i próbują naprowadzić: – Felicja? Franciszka? Filomena? Forsycja? Młoda kręci głową ze zmarszczonym czołem. Nie tak. Ani tak. Tak też nie. Wreszcie pysk rozjaśnia błysk radości i pamięci: – Już pamiętam – Efka!

Czytaj dalej...

O imiennikach

Ni z tego, ni z owego wspomniało mi się dziś przy obiedzie, jak to niegdyś czteroletnia Młoda była indagowana przez panie przedszkolanki na okoliczność danych personalnych rodziców. Po prostu czegoś tam brakowało w papierach i panie chciały uzupełnić kartotekę. Wołają zatem Młodą i pytają: – Jak ma na imię tatuś? Młoda, na co dzień dość rozgarnięta w nomenklaturze, tu się zacina. Bo co to za dziwne pytanie?! Tata to tata, po co mu jakieś imię?! Nie wie. Żeby naprowadzić dziecko na właściwy trop, panie próbują tricku z abecadłem: – Może ma imię na A? Może na B? Młoda kręci głową, literki jakoś nie pasują. A […]

Czytaj dalej...

O certyfikowaniu

I tak w 25-lecie wykonywania przez mnie najstarszego zawodu świata (no… może tego drugiego pod względem wiekowości) uzyskałem certyfikat potwierdzający, że mogę tę profesję wykonywać. Ale tylko przez rok. A potem… się zobaczy.

Czytaj dalej...