Zapiski łowcy cegieł

(Pamięci Michaiła Zadornowa) Często dostaję listy od moich czytelników i widzów. Zazwyczaj już po pierwszych linijkach poznaję, czy pisze grafoman, schizofrenik, osoba rozsądna, uważna czy dowcipna. Kiedyś otworzyłem list napisany bardzo koślawym, ledwo czytelnym charakterem pisma, który na dodatek zmieniał się z akapitu na akapit. Ale już po pierwszym wersie wiedziałem, że warto poświęcić czas na lekturę całości. Oto, co przeczytałem w nagłówku: “Drogi Michaile Nikołajewiczu, przepraszam za paskudne litery, ale piszę do Pana niemal całkowicie unieruchomiony przebywając na oddziale intensywnej terapii. Gdy przypomnę sobie, jak się tu znalazłem, trzęsę się ze śmiechu, choć nie powinienem, bo ledwo co mnie poskładali.” A dalej szło tak: […]

Czytaj dalej...

Tonsury i kaptury

Właśnie ukazał się mój pełnometrażowy debiut literacki – Tonsury i kaptury, “kryminał bardzo retro, ale nie bardzo serio”, czyli przygody pierwszego polskiego detektywa imieniem Ziemowit (dla przyjaciół: Ziomek). Autorką doskonałych ilustracji jest Aleksandra Herzyk. Patronat medialny nad dziełem sprawują TVP Kultura i radiowa Dwójka. Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali myślą, mową i uczynkiem 🙂 Więcej informacji i sklep w serwisie: www.ziomek.xyz, Tytułem uzupełnienia: – Sklep na stronie www.ziomek.xyz jest jedynym miejscem, w którym można nabyć Tonsury i kaptury. – Dzięki ominięciu kilku pośredników wydawnictwo może zaoferować przyjazne ceny – 14,90 zł za wersję papierową książki, a 4,90 za e-book. – Żeby nie kupować kota w worku, z tejże strony można […]

Czytaj dalej...

Strzeż się kuny

Czy Bieszczady mogą stać się kolejną „ziemią obiecaną” inwestorów hotelowych? Nie. I nawet nie próbujcie tego sprawdzać. Powody, by inwestorzy nie brali Bieszczadów na tzw. celownik, można z grubsza podzielić na naturalne i cywilizacyjne. Do tych pierwszych należy z pewnością krępująca i zupełnie namacalna obecność dzikiej zwierzyny. Podwórko pensjonatu, w którym spędziłem niedawny urlop, odwiedzał regularnie mały niedźwiedź brunatny. Maluch wyglądał słodko szczególnie wtedy, gdy wyjadał psom jedzenie z misek. Przerażony właściciel pensjonatu wydzwaniał do leśniczego próbując namówić go, by zwierzę pojmać i wywieźć gdzieś daleko, dopóki jego śladem nie przybędzie nerwowa matka i zanim młody uzależni się od Pedigree Pal. Starania spełzły na niczym, […]

Czytaj dalej...

Wagon numer 9

(pamięci Michaiła Zadornowa) Cała historia zaczęła się od tego, że musiałem pojechać z Moskwy do Leningradu. Kupiłem bilet na miejsce w wagonie nr 2. Przyjeżdżam na Dworzec Ryski, podchodzę do pociągu, a… trzech pierwszych wagonów w składzie nie ma. Dziewięćdziesięciu pechowców – z bagażami, dziećmi i odprowadzającymi – miota się po peronie i z obłędem w oczach szuka tych brakujących wagonów. Jak ja się zdenerwowałem… Postanowiłem, że pójdę do kierownika pociągu i wszystko wyjaśnię. Ale kierownika także nigdzie nie ma. No to idę do dyżurnego ruchu i surowo pytam: “Gdzie jest kierownik pociągu?” A on odpowiada: “Gdzieś w pierwszych trzech wagonach”. Wszyscy pechowcy pokonali trasę […]

Czytaj dalej...

O poczcie jakże polskiej

Obok mojego domu otwarto nową placówkę Poczty Polskiej. Jest to miejsce niezwykłej urody, pachnące nowością, za niemałe pieniądze zaprojektowane i urządzone. Okno wystawowe wysyła do przechodniów obietnicę, że w środku jest ciepło i miło, niemal intymnie. Poczta ta mogłaby stać się najpiękniejszym (i moim ulubionym) punktem usługowym w okolicy. Serio. No to testujemy… Wchodzę do pustego pomieszczenia. Znad kontuaru widać czubek głowy w kolorze blond. “Człowiek!”, myślę z radością i, jak mnie rodzice nauczyli, mówię: – Dzień dobry. Odpowiada mi cisza. “Cóż… Może za cicho mówię, albo hałas jakiś z ulicy, albo panią praca koncepcyjna pochłonęła”, tłumaczę sobie w myślach. I mówię o pół tonu […]

Czytaj dalej...

O zakupach

Mignął mi gdzieś w TV szacowny zespół IRA i anegdota z czasów zamierzchłych mi się przypomniała. Poznań, zima 92 czy 93 roku, jeden z pierwszych finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jako szalejący reporter akademickiego radia sprawozdaję imprezę na żywo. Za łącza bilateralne służy mi publiczny automat telefoniczny zasilany garścią służbowych żetonów, bo czasy są przedkomórkowe i przedinternetowe. To także wiek niewinności, dziennikarze (nawet ci początkujący) są przyjmowani wszędzie z otwartymi ramionami, więc swobodnie pętam się za kulisami imprezy. Gwiazdą koncertu w Poznaniu jest zespół IRA. Psim swędem udaje mi się namówić dwóch jego członków na wizytę w naszej rozgłośni. Pakuję dwóch rosłych, długowłosych osobników do swojego malucha (tak, zawsze […]

Czytaj dalej...

O koszmarach

Zacznę od cytatu z klasyki: “Miałem sen”. Niezbyt oryginalny, ale tak rzeczywisty, że ojacie… Śni mi się otóż, że przyszedł list z mojej alma mater. (Tu niezbędna dygresja: z uczelnią rozstałem się ponad 20 lat temu, rozstałem jak najbardziej w przyjaźni, unosząc w kieszeni dyplom magistra.) W liście ktoś – pewnie ważny i kompetentny – donosi, że mam zaległości i powinienem natychmiast zdać pominięte egzaminy, inaczej… Detalicznie nie pamiętam, ale po prostu mogiła. I tu się budzę. Jest środek nocy. W drodze do łazienki, klapiąc bosymi stopami po podłodze, w półsennej malignie układam sobie w myślach najbliższą przyszłość: – Trzeba to jakoś załatwić. I to […]

Czytaj dalej...

O budyniu

Słuchając anegdot znajomego z firmy jego przyszło mi do głowy określenie, które chciałbym niniejszym opatentować. Otóż znajomek ów notorycznie… wali głową w budyń. Tak, w budyń właśnie. Określeniem pierwotnym jest oczywiście “walenie głową w ścianę”. Ale ta czynność, choć zdecydowanie bardziej bolesna, zwiastuje znacznie szybsze rozstrzygnięcie. Nie tkwimy w niepewności, bo od razu okazuje się: albo moja głowa, albo ta cholerna ściana. I mamy jasność, choć czasem w oczach ciemno. A czasem ta jasność nawet krwawi. Z budyniem nie jest tak krwawo, ale i nie tak szybko. Bo walenie głową w budyń wygląda tak: zmagając się dzielnie z losem suniesz jak taran z wysuniętą do przodu głową, która naraz […]

Czytaj dalej...

O rozmowie

Uwaga, wyciekły kolejne nagrania zarejestrowane na taśmach prawdy! Czas akcji: noc z 28 na 29 września br., nagrania dokonał (jakżeby inaczej) przyjaciel sowy, który akurat nie mógł zasnąć, bo Nowy Jork nigdy nie śpi. UWAGA! Nienormatywna leksyka! [gwar rozmów, śmiech, brzęk szkła] Głos 1: – Powiem ci, Barry, w zaufaniu, że to nowe państwo mnie trochę wkurwia. Głos 2: – Ajtam, ajtam, żadna nowość… Kogo nie wkurwia? Głos 1: – Ale mnie coraz bardziej. I najgorsze, że coś muszę z tym zrobić, bo mnie w kraju zjedzą. Nasi ich nie lubią. Głos 2: – Ale co zrobisz, Vlad? Nic nie zrobisz… Twój parlament się nie […]

Czytaj dalej...

O tatusiach

Wraca Młoda z podwórka niezwykle podekscytowana. Oczy błyszczą, czoło się poci, ręce drżą. W pośpiechu zrzuca sandały w progu i biegnie w głąb domu. Znajduje mnie, łapie za guzik i – zacinając się z emocji – relacjonuje: – Wiesz, tato, rozmawiałam z… Tu pada imię jednej z ulubionych koleżanek. – … rozmawiałyśmy o naszych tatusiach, i wiesz… Napięcie rośnie. – … i ona powiedziała… Emocje sięgają zenitu. – … że jej tata… Niewyobrażalne ciśnienie. -… jej tata wcale jej nie rozśmiesza!!!

Czytaj dalej...